Ostatnia wieczerza

51Obraz budził nawet za życia wielki respekt. Franciszek I chciał go zabrać ze sobą do Francji razem ze ścianą. Przy stole zasiadło dwunastu apostołów i Jezus. Stół jest bardzo długi. Mieszczą się przy nim bez problemu wszyscy wieczerzanie. Chcieli oni spędzić ostatni wieczór z Jezusem. Jezus zajął zaszczytne miejsce pośrodku i to on najbardziej się odznacza na tym obrazie. Po lewej jak i po prawej stronie Jezusa siedzi po sześć apostołów. Fani Leonarda twierdzą, że miał on swój kod. Kod Leonarda da Vinci. Uważają też, że Jezus miał kochankę lub żonę. Sugerują nawet, że jest ona na obrazie. Siedzi po prawej stronie Jezusa. Między nimi jest znak jakby łona kobiety. Zaś ta postać wygląda bardziej jak kobieta niż jak apostoł. Siedzi ona w ten sposób, że jeśli przesunąć ją na lewą stronę Jezusa, będzie leżeć mu na ramieniu. Nikt do tej pory nie dowiedział się czy Leonardo zrobił to specjalnie. Czy specjalnie namalował to w ten sposób, by zrobić zagadkę dla przyszłych pokoleń? Przecież jego geniusz nie znał granic, mógł, więc zrobić to i czekać na śmierć. Maryja matka Jezusa, zapłakana trzyma ciało na swych kolanach. Jest to jej syn, jedyny syn i dar od Boga. Bowiem jest to syn Boży. Ciało Jezusa jest wygięte i bezwładnie zwisa z kolan matki. Przepasany jest tylko w zżółkniętą chustę. Ręka opadła na ziemię. Matka ma zbolały wyraz twarzy, na głowie ma chustę. Ze smutkiem patrzy na zmarłego syna. Od góry do dołu jest ubrana w czarną szatę. Wokół matki i syna rozpaczają ludzie, którzy do końca byli przy nim. Po lewej klęczy mężczyzna, zapewne Jan. Chyba się modli, raczej o swoje wybawienie. Jest odziany w białą szatę. Kolejna postać jest to kobieta, pełna smutku, trzyma głowę na głowie Jezusa. Po jej twarzy płyną łzy. Włosy ma koloru brązowego, są dość długie. Ręka spoczywa na twarzy zmarłego. Po prawej stronie bezsilnie siedzi dość wysoka kobieta. Ładne rysy jej twarzy wygięte są w grymasie smutku, po odejściu Pana. Ubrana jest w kolorową szatę, choć w większości przeważa barwa czerwona. Głowę ma schyloną lekko do przodu, włosy długie, rude opadają na kark. Cała ta scena przyprawia człowieka o smutek. Obraz przedstawia wielkie zgromadzenie. Cóż nic dziwnego w końcu to szkoła, więc musi być dużo ludzi. Wszyscy są ubrani w starożytne szaty, togi i tuniki. Są rozmaitych kolorów, czerwone, białe, różowe, purpurowe, niebieskie, zielone, jedynie nie można się doszukać czarnej. Ludzie chodzą, klęczą, siedzą. Rozmawiają ze sobą, jedna z kobiet trzyma nawet czarodziejską kulę, w której szuka odpowiedzi na nurtujące pytania koleżanek otaczających ją. Samo miejsce, w którym znajdują się postaci to wielka sala, sufit w kształcie kopuły, wyjście zwieńczone wielkim łukiem, gdzie miedzy kolumnami mogłyby się zmieścić dziesiątki ludzi. Wszystko pięknie udekorowane, jak to w Atenach. Sufit zdobią freski, zabawne freski na fresku, ale cóż taki sytuacje się zdarzają. Sala zdaje się nie mieć końca, kolejne łuki, kolumny, freski, i tak widać przez najbliższe kilkaset metrów. Na końcu Sali widać okno. A raczej kilka okien, okienek bardzo małych, ale wpuszczających wystarczająco światła. Jeśli w Watykanie istnieje dużo takich fresków to jest, co oglądać.