Ostatnie słowo

63Znamy to uczucie, kiedy ktoś nam czegoś dobitnie odmawia. Żadne argumenty nie trafiają, nie mamy już rządnych asów w rękawie. Słyszymy, po raz kolejny: „To moje ostatnie słowo”. Czasem ktoś z grzeczności doda, że mu przykro, chociaż przeważnie tak nie jest. Czy jest ktoś taki, który nie obawia się tych słów? Poza tym, w niektórych przypadkach okazuje się, że owe „ostatnie słowo” było dosłownie ostatnim. Wielu ludzi w akcie desperacji próbuje inaczej osiągnąć swój cel. Dochodzi do wypadku lub czegoś jeszcze gorszego. A swego czasu przecież dużo słyszało się o morderstwach dla swoje korzyści. Niekoniecznie materialnej. Osoby dopuszczające się takiego czynu nie są zdrowe psychicznie, lub wyjątkowo zdesperowane, a to duży problem. Dlatego często myli się „ostatnie słowo” w sensie zakończenia pewnej sprawy, a „ostatnie słowa” umierającego. Niestety, bywa że te pojęcia się łączą. Przykre, ale tak wygląda nasz współczesny, jakże okrutny świat, którym rządzi pieniądz i korupcja, a porządnemu człowiekowi zawsze się odmawia. W dzisiejszych czasach ludzie posługują się słowem bez wiedzy, jaką ma ono prawdziwą moc. Nadużywa się wyrażeń, których tan naprawdę nie rozumieją, a zmieniają one kompletnie sens wypowiedzi. Największy problem budzi jednak słowo pisane. Dzięki zjawisku, które nazywa się wtórnym analfabetyzmem, ludzie dostając do ręki pismo, chociaż potrafią czytać, kompletnie nie rozumieją, co czytają. A już najgorzej sprawa się ma z pisanie. Ludzie piszą takie bzdury, że aż głowa mała. Dzięki popularyzacji gadu gadu i innych komunikatorów pojawił się problem z niedocenianiem mocy słowa pisanego. Piszemy co nam się żywnie podoba, nie zwracając uwago na to, że możemy być opacznie zrozumiani. A słowa pisanego nie możemy cofnąć. To jest właśnie najgorsze w tym wszystkim. Kiedy rozmawiamy twarzą w twarz znacznie łatwiej jest nam obrócić coś w żart, czy inaczej wybrnąć z kłopotu. Pisząc do siebie nie mamy tej możliwości. A potem nikt nie rozumie, o co tak naprawdę poszło. Bo nie docenia się słowa pisanego, które ma nieograniczoną moc. Każdy z nas lubi dostawać niespodzianki. A jeszcze większą przyjemność sprawia nam robienie takich właśnie niespodziewanych prezentów. Jeśli już chcemy komuś takowy dać, to wiemy przeważnie, cóż mogłoby to być, więc z wyborem niespodzianki nie ma większych problemów. Sami potrafimy trzymać język za zębami, ale problem pojawia się, kiedy do naszej niespodzianki chcemy wkręcić jeszcze osoby trzecie, tak do pomocy. Czy one będą potrafiły przemilczeć niespodziankę? Często, kiedy chce się zrobić żonie jakąś niespodziewaną przyjemność, pyta się o zdanie jej przyjaciółkę. To największy błąd, jaki można popełnić. Kobieca przyjaźń opiera się na absolutnej szczerości, czasem aż do bólu. Dlatego istnieje dosyć duże prawdopodobieństwo, że poleci ona zaraz na plotki do osoby, dla której przygotowujemy niespodziankę i wszystko powie. I nici z niespodzianki. Lepiej samemu się postarać. Chyba, że ma się zaufaną osobę, na którą można liczyć. Także, która na pewno będzie trzymać język za zębami. I wtedy wszystko pójdzie zgodnie z planem.