| ||||||||
|
SERWISY
KURS WALUTY
LOTTO
Duży Lotek
2008/05/31 5 11 12 23 42 46 Express Lotek 2008/05/31 6 13 19 22 28 Multilotek 2008/06/02 4 5 6 14 15 25 32 39 44 49 53 55 58 59 61 63 66 69 72 79 Szczęśliwy Numerek 2008/06/02 3 17 21 32 22 |
» Florecistka gorszego Boga Agnieszka nie słyszy. Od urodzenia. Ale czasami udaje jej się oszukać rozmówców -"rozmówców", bo dziewczyna nie zna języka migowego. Mówi, dzięki nowoczesnym aparatom słyszy, chodzi do normalnej szkoły, maluje, kocha szermierkę, która jest - raczej była - jej drugim życiem. Teraz wszystko się skończyło - lekarz uznał, że głuchy nie powinien uprawiać sportu. -Zachciało mi się rodzić w sobotę - wspomina dziś Wiesława Gryz. - Na dyżurze był tylko jeden lekarz, a zapowiadał się ciężki poród. Powiedział, że jest odpowiedzialny za pacjentki na trzech oddziałach, więc "cesarki"nie zrobi. Aga przyszła więc na świat z obustronnym uszkodzeniem nerwów słuchowych. Wtedy postanowiłam, że zrobię wszystko, by jej ten sobotni poród wynagrodzić.
MARZENIA Nie było jednak łatwo. Mama pukała do drzwi wielu przedszkoli, a potem szkół, by trafić na wrażliwych pedagogów, czyli takich którzy zgodziliby się na przyjęcie głuchego dziecka do grona słyszących. Agnieszka poszła jednak do normalnego przedszkola, podstawówki, wreszcie liceum. W tym roku zdawać będzie maturę w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych, bo rysunek od lat jest pasją dziewczyny. Nie tylko on . Godziny wystane przy sztalugach najlepiej odreagowuje w ruchu. Dlatego Aga dużo czasu spędza na basenie i dodatkowych godzinach WF. Kilka lat temu przeczytała w internecie o głuchej węgierskiej florecistce - Ildiko Rejto, która została mistrzynią świata w tej dyscyplinie. Wtedy odkryła swoje powołanie. Każde piątkowe popołudnie i sobotę spędzała na treningach szermierki, na które do Fordonu dojeżdżała z odległego Osielska. Po latach treningów przyszły sukcesy - IV miejsce na zawodach wojewódzkich w Toruniu. Ostatnie miesiące spędziła na przygotowaniach do kolejnych mistrzostw. -Zwycięstwa tej węgierskiej florecistki dały naszej córce nadzieję. Uwierzyła, że moze robić to co inni. Uwierzyła w siebie. Dlatego tak ciężko przeżyła, gdy nagle ktoś jej tę nadzieję tak okrutnie odebrał - dodaje kobieta. ZAŁAMANIE 5 września Agnieszka stanęła po raz drugi przed komisją lekarską Wojewódzkiej Przychodni Sportowo - Lekarskiej. Była tam już pół roku wcześniej i wówczas nie znaleziono przeciwwskazań do wyczynowego uprawiania sportu. Choć od marca jej stan fizyczny nie uległ pogorszeniu, jesienią lekarz orzekł , że Agnieszka nie nadaje się do uprawiania żadnej dyscypliny sportu. -Do dziś nie mogę uwierzyć, że lekarz wpisał na mojej karcie "niezdolna". Nie wiem, dlaczego to zrobił. Przecież moja głuchota nie przeszkadza mi w kontaktach z ludżmi, innymi zawodniczkami i trenerką . Po wyjściu z gabinetu świat mi się załamał - mówi zrozpaczona dziewczyna. - Znam ją od tylu lat, ale nie widziałam jej jeszcze w takim stanie -wspomina Jolanta Szymańska, dyrektor "plastyka". Siedziała na korytarzu w okularach przeciwsłonecznych i zanosiła się od płaczu. Powtarzała w kółko: "Dlaczego nie mogę?", "Dlaczego teraz?". Zanim wydusiłam z niej co się stało upłynęło kilka minut. Byłam naprawdę przerażona -dodaje pedagog. Zdaniem nauczycielki Agnieszka zawsze bardzo wysoko stawiała sobie poprzeczkę. Pani dyrektor nie ukrywa, że starała się zrozumieć drugą pasję uczennicy - nawet plan lekcji ułożyła tak, by Agnieszka zdążyła dojechać w piatek na popołudniowe zajęcia szermierki. -To było jej drugie życie. Tam mogła być taka jak inni, czuć się w pełni sprawna . Ktoś, kto odebrał jej tę możliwość bardzo ją skrzywdził - dodaje dyrektor. ROZCZAROWANIE Agnieszka - jak na wyczynowego sportowca przystało - ma Licencję Kujawsko - Pomorskiego Związku Szermierczego i kartę zdrowia. W niej dwa zapisy: pierwszy z 5.03.2002 r. orzekający o zdolności do uprawiania sportu , podpisany przez doktor Bożenę Matczyńską i drugi z 5.09 stwierdzający jej niezdolność. Po tym wpisem widnieje nazwisko doktora Andrzeja Rakowskiego, dyrektora przychodni sportowej. - Są przepisy dotyczące kwalifikacji do uprawiania sportu wyczynowego. Głuchota i niedosłuch dużego stopnia są przeciwwskazaniem do uprawiania jakiejkolwiek dyscypliny - kategorycznie stwierdza lekarz. -Podpisując się pod decyzją muszę przewidzieć jej konsekwencje. Sport to nie tylko arena, ale przede wszystkim trening, często uprawiany w ciężkich warunkach. Jeśli podczas ćwiczeń czy zawodów, na przykład pęknie klinga i dziewczynie albo trenującym z nią koleżankom coś się stanie, kto za to odpowie? Lekarz, który podpisał się pod orzeczeniem -dodaje dr Andrzej Rakowski. Trenerka dziewczyny uważa, że takie stawianie sprawy to wyolbrzymanie problemu. - To jakiś absurdalny argument. Agnieszka od ponad roku chodzi na zajęcia grupowe i indywidualnie. Ma doskonałe wyczucie floretu i odległości. Jako niesłysząca potrafi lepiej skupić się na innych bodżcach, stąd jej doskonały refleks. Szermierka, to sport, który posługuje się równocześnie sygnałami świetlnymi i dżwiękowymi. Ona je widzi i słyszy tak jak pozostałe zawodniczki, bo walczy zawsze w aparacie słuchowym. Jako trenerka nie widzę żadnego zagrożenia dla niej i innych dziewcząt. Nigdy nie zgodziłabym się na treningi, gdybym uważała tę dyscyplinę dla niej za niebezpieczną. Zresztą lekarze też wcześniej nie mieli żadnych zastrzeżeń - mówi Grażyna Makowska-Staszak, która od ponad roku ćwiczy z Agnieszką. - Jestem po prostu zszokowana taką decyzją lekarza. Najgorsze, że stało się to teraz, gdy Aga zaczęła odnosić pierwsze sukcesy-dodaje trenerka. NADZIEJA W marcu dr Bożena Matczyńska, zastępca dyrektora Wojewódzkiej Przychodni Sportowo - Lekarskiej podpisała zgodę na wyczynowe uprawianie sportu. -Pani doktor była przekonana, że dziewczyna po kilku miesiącach zrezygnuje z treningów. Ona jednak zaczęła sobie z szermierką coraz lepiej radzić i chciała występować w zawodach. Na to jednak nie mogliśmy się już zgodzić. Istnieje przecież sport niepełnosprawnych. Jeśli chce dalej trenować powinna poszukać właśnie tam -uważa dr Andrzej Rakowski. Szermierka niedosłyszących jednak nie istnieje. Trenują ją jedynie osoby na wózkach inwalidzkich, a Agnieszka niepełnosprawna ruchowo nie jest. - A wszystko rozbija się o jakieś absurdalne i przestarzałe przepisy z lat 70. Przecież od tamtego czasu medycyna zrobiła ogromny postęp, także w rehabilitacji. Zdaję sobie sprawę, że pomimo doskonałego wyrehabilitowania córka nie będzie zdawała egzaminów wstępnych na dziennikarstwo, nie będzie próbowała zostać aktorką, akustykiem czy śpiewaczką operową. Dlatego nie próbuje swych sił w "Idolu" czy "Drodze do gwiazd". I właśnie dlatego postanowiła szukać swej pasji gdzie indziej - w sporcie. Miała szansę odnieść sukces, zarazić innych niesłyszących swoją pasją, dać im nadzieję i pokazać, że niepełnosprawny też może wiele osiągnąć. Niestety, okazało się, że o jej przyszłości zadecydował bezduszny lekarz, obstawiony archaicznymi przepisami - Wiesława Gryz nie kryje żalu. RZECZYWISTOŚĆ Wykaz chorób, które dyskwalifikują z czynnego uprawiania sportu powstał w 1974 roku w ówczesnym Ministerstwie Zdrowia i Opieki Społecznej. Specjaliści do dziś opierają się na wydanym blisko 30 lat temu, już pożółkłym -dosłownie i w przenośni - dokumencie. - Życie od tego czasu zmieniło się, ale przepisy rzeczywiście nie - przyznaje specjalista medycyny sportowej, ppłk dr n. med. Stanisław Sosnowski , kierownik Klinicznego Oddziału Paraplegii Pourazowej 10 Wojskowego Szpitala Klinicznego w Bydgoszczy. - Głuchota i niedosłuch dużego stopnia dyskwalifikują z uprawiania wszystkich dyscyplin sportowych. Twórcy tego wykazu nie rozróżniają niesłyszących na tych, którzy posługują się aparatymi słuchowymi czy też mają wszczepione implanty ślimakowe . Przepisy są suche i zimne, ale innych na razie nie ma -dodaje lekarz. Zdaniem specjalisty lekarz orzekający o zdolności pacjenta do uprawiania sportu bierze na siebie całkowitą odpowiedzialność za jego zdrowie. Musi też przewidzieć wszelkie konsekwencje swego podpisu, także te najbardziej dramatyczne, jak na przykład wypadek na treningu czy podczas zawodów. - Trener odpowiada za przygotowanie zawodnika, jego wyniki. Na lekarzu spoczywa jednak odpowiedzialność za zdrowie. Gdy dojdzie do nieszczęścia to on będzie pierwszą osobą, od której poszkodowany domagać się będzie zadośćuczynienia. W takich przypadkach zawsze działa prawo Kalego -uważa lekarz. SZANSA W wykazie pojawiają się schorzenia , których występowanie może dyskwalifikować tymczasowo lub takie, które nie określają tego w sposób jednoznaczny. Wtedy decyzja o dopuszczeniu lub dyskwalifikacji może być dyskusyjna. Zdaniem wielu ekspertów w sprawie niedosłuchu z przepisami dyskutować się nie da. -Miałem kiedyś pod opieką kajakarza, który chorował na młodzieńczą kifozę, czyli zapadanie krążków kręgosłupa. Teoretycznie chłopak nie mógł wyczynowo uprawiać sportu, bo forsowanie organizmu mogłoby spowodować uszkodzenie kręgosłupa. Zawodnik był jednak pod stałą kontrolą lekarza i otrzymywał tymczasowe pozwolenia na uprawianie sportu : na trzy lub sześć miesięcy. Gdy chłopak przestał rosnąć skończyły się też kłopoty z kręgosłupem . Była to jednak decyzja podjęta przy pełnej współpracy z trenerem i zawodnikiem - mówi dr Sosnowski. Lekarz przyznaje, że obowiązujące przepisy są archaiczne i często wypychają niepełnosprawnych na margines. W niezmodernizowanym przez blisko 30 lat wykazie brakuje także niektórych chorób. Teoretycznie więc sport uprawiać mogą zarażeni wirusem HIV , choć zdecydowana większość chorób zakażnych z niego dyskwalifikuje. -Głuchota i niedosłuch dyskwalifikują zawodników we wszystkich dyscyplinach sportowych. We wszystkich, czyli z gry w szachy lub brydża też. A przecież w ich uprawianiu ta wada nie przeszkadza . Widać więc, że zmiany w tym dokumencie są koniecznie - uważa lekarz i dodaje: - Na miejscu rodziców odwołałbym się jednak do Centralnego Ośrodka Medycyny Sportu.Konsylium dokładnie zbada dziewczynę i może podjąć ostateczną decyzję. Tylko specjaliści z warszawskiego ośrodka mogą uchylić postanowienie Wojewódzkiej Przychodni Sportowo - Lekarskiej, biorąc jednak za nie pełną odpowiedzialność. Ośrodek ten może też złożyć do ministerstwa zdrowia propozycję korekt wspomnianych wcześniej wytycznych. WALKA Rodzice Agnieszki już zdecydowali się na ten krok. O swoich kłopotach powiadomili także pracowników Zakładu Psychospołecznych Podstaw Rehabilitacji Wydziału Rehabilitacji Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Podejście lekarza do sportowej pasji niesłyszącej dziewczyny zadziwiło takze ich. -Najbardziej bulwersujące jest to, że na drodze do pełnej rehabilitacji dziewczyny stanął lekarz -dr Andrzej Gryglewicz, adiunkt na Wydziale Rehabilitacji AWF nie kryje oburzenia . -Rozumiem, że za tą decyzją stoją przepisy. Jednak suche paragrafy to jedno, a ich interpretacja to drugie. Są sytuacje, które analizować trzeba "po ludzku", a nie obstawiając się wykazami. W tym przypadku sprawa jest o tyle trudna, że nie ma w Polsce szermierki głuchych. Agnieszka musiałaby całkowicie zrezygnować z jej uprawiania. W sporcie dla niepełnosprawnych nie ma dla niej miejsca, bo dotąd floret był uprawiany tylko przez osoby na wózkach inwalidzkich. Lekarz powinien wnikliwiej przeanalizować tę sytuację. Specjaliści z AWF nie ukrywają, że przypadek Agnieszki pokazuje jednoznacznie , że już najwyższy czas, by ponownie przyjrzeć się przepisom. -Najtrudniej zmieniać coś co funkcjonuje od tylu lat - teoretycznie - bez zarzutu . Nasza uczelnia także ściśle określa wymagania wobec kandydatów. Przez wiele lat na AWF nie przyjmowaliśmy osób z ranami poparzeniowymi. Choć nie ograniczały one ruchowo młodych ludzi, stwierdzono, że są nieestetycznie i mogą kogoś razić. Na szczęście niedawno ten paragraf skreślono. Taka modernizacja spotkać musi także przepisy o dyskwalifikacji -dodaje dr Andrzej Gryglewicz i zapowiada swój udział w walce z archaicznym dokumentem. OCZEKIWANIE Póki co Agnieszce i jej rodzicom pozostaje jedynie czekanie na salomonowy wyrok Centralnego Ośrodka Medycyny Sportu. Wiesławę Gryz martwi jednak coś jeszcze: -Dziś wielu robi karierę na integracji i wyświechtanych hasłach o łamaniu barier. Jednak nie o słowa tu chodzi. Ja łamię bariery już od 18 lat i przyzwyczaiłam się, że nie jest łatwo. Moja córka chyba dotąd nie zdawała sobie sprawy, ile zachodu kosztowała nas walka o tę normalność. Postanowienie o uprawianiu szermierki było jej pierwszą samodzielną decyzją w dorosłym życiu. Zrobiła dopiero pierwszy krok, a już wie , że całe życie będzie musiała walczyć. Nie tylko floretem.... (Szermierka to trudna dyscyplina dla widzów. Dla laika wygląda to tak: dwie osoby stoją naprzeciwko, nagle rzucają się na siebie, a i tak nie wiadomo, kto trafił pierwszy. Ktoś trochę bardziej wtajemniczony wie, że sygnalizuje to zapalająca się lampka. Ale nawet ta wiedza nie wystarcza do zrozumienia floretu - najbardziej skomplikowanej z szermierczych konkurencji. W szabli stosuje się zarówno cięcia, jak i pchnięcia, a pole trafienia jest od pasa w górę. W szpadzie są tylko pchnięcia, a potem trafienia jest całe ciało. We florecie również tylko pchnięcia, ale trzeba trafić w korpus (Klatka piersiowa i brzuch). Artykuł ukazał się w "Super Expressie" w dniu 25 X 2002. Artykuł przysłała: Agnieszka Gryz alias Paleta Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych opinii. Twoja może być pierwsza... Tu możesz pisać do opinii o ten artykuł |
OSTATNIE INFO
REKLAMA
| ||||||
| O nas | O prasie | Redakcja | ||||||||
| Copyright © 2000-2012 SlaboSlyszacy.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. | ||||||||