| ||||||||
|
SERWISY
KURS WALUTY
LOTTO
Duży Lotek
2008/05/31 5 11 12 23 42 46 Express Lotek 2008/05/31 6 13 19 22 28 Multilotek 2008/06/02 4 5 6 14 15 25 32 39 44 49 53 55 58 59 61 63 66 69 72 79 Szczęśliwy Numerek 2008/06/02 3 17 21 32 22 |
» Moje pierwsze doświadczenia w prowadzeniu pomocy psychologicznej niesłyszącym Na początku sierpnia dostałam list ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie z prośbą o udział w pomocy psychologicznej ofiarom powodzi. Moim głównym zadaniem miało być niesienie pomocy osobom niesłyszącym. Bardzo chciałam pomóc poszkodowanym klęską żywiołowa, ale nie wiedziałam jak. Dlatego apel z uczelni stał się dla mnie wyzwaniem. Przed wyjazdem byłam pełna obaw, czy sobie poradzę. Ale dzięki szkoleniu i dzięki obecności profesjonalistów z Polskiego Towarzystwa Psychologicznego moja niepewność znikła.
To, co widziałam i słyszałam od ludzi poszkodowanych, było szokujące. Wielu myśli, w tym władze, że pomoc materialna dla powodzian jest wystarczająca. Oczywiście, należy zapewnić poszkodowanym podstawowe środki do życia. Ale wsparcie psychiczne, rozmowy z ludźmi również powinny być pierwszorzędne. Przemawia za tym kryzysowy stan psychiczny nie tylko wielu ofiar, ale i świadków powodzi. Wielu z nich nie mogło normalnie funkcjonować, mimo, że otrzymali pomoc materialną. Poszkodowani przez powódź przeżywali ekstremalny strach, przerażenie, krańcową bezradność. Powódź odebrała im poczucie bezpieczeństwa, pozbawiła planów, nadziei. Odebrała przekonanie o przewidywanym świecie. W zamian dała bezsenne noce, lęk, poczucie izolacji, rozpacz, żal, płacz. U powodzian objawy stresu pourazowego są czymś normalnym. ![]() Moja pomoc psychologiczna polegała na prowadzeniu rozmowy odreagowującej poprzez odtwarzanie krok po kroku tego, jak dana osoba przeżyła powódź, czyli: gdzie była w tym czasie, co myślała, co czuła oraz jakie działania podejmowała. Nie można było pocieszać, dawać rad. Nie można było również zachęcać do zapomnienia czy zachęcać do zajęcia się czymś innym. Należało tylko stworzyć bezpieczny klimat, słuchać i okazywać szacunek. Moim celem było również pomóc im odzyskać swój zwykły sposób przeżywania świata i jego postrzegania, bo to było u nich zaburzone. Ważnym etapem tej pomocy było tzw. unormalnienie, czyli wyjaśnienie istoty stresu pourazowego. Chodzi tu o to, że większość ludzi po przeżyciu powodzi przejawia różne objawy i zachowania nie akceptowane przez ich samych oraz otoczenie. Te objawy są przez nich błędnie interpretowane, więc trzeba im było wyjaśnić, że jest to normalne i może trwać do 6 miesięcy. Takie informacje pozwoliły ludziom czuć się bezpiecznie. Nawet zauważyłam, że pojawiła się u nich jakby iskierka przekonania o przewidywalnym świecie. Rozmawiałam również z świadkami powodzi, którzy byli też byli w krytycznym stanie. Ich bezradność, niemożność udzielenia pomocy tym, których woda zalewała spowodowały destruktywne zmiany w ich psychice. Większość z nich żyje z głębokim poczuciem winy, że nic nie mogła zrobić, by pomóc ofiarom. Jeśli wykryłam poważne objawy stresu pourazowego np. silną depresję, zaburzenia snu czy zachowania samobójcze, wtedy delikatnie proponowałam zgłoszenie się do psychologa na bezpłatną terapię. Nasze rozmowy miały głównie cel profilaktyczny, czyli zapobieganie temu, co może zdarzyć się w przyszłości. Osoby, które obecnie normalnie funkcjonują, po około 6 miesiącach mogą popaść w patologiczny stan psychiczny. Zapobiega się temu, poprzez ponowne przeżycie, w formie rozmowy, tamtego koszmaru. Przerażające jest to, kiedy padają krople deszczu, ludzie na nowo przeżywają powódź. To taki ich odruch warunkowy. Najpierw był deszcz, a potem fale wody, więc każdy następny deszcz wywołuje u nich odruch poczucia nadejścia fali. ![]() Każdego wieczoru po pracy uczestniczyłam w sesji terapeutycznej kierowanej przez psychologów. Na tej sesji opowiadaliśmy o swoim dniu, o tym, co słyszeliśmy, jak pomogliśmy, co czuliśmy i jak się czujemy. To wszystko było po to, abyśmy - my sami się odreagowali i nie byli obciążeni psychicznie i różnymi emocjami. Jeśli chodzi o pomoc osobom niesłyszącym, to tylko z kilkoma miałam kontakt, gdyż mieliśmy problem z pozyskaniem adresów osób niesłyszących. PZG miał tylko kilku swoich członków na terenach, gdzie pracowałam. A pracowałam na terenach górskich i w małych gminach. Przez połowę czasu pracowałam zajmowałam się rodzinami słyszącymi. Było ciężko, ale praca się udała. Połowa z tych niesłyszących, których spotkałam, to osoby nieznające języka migowego, ze wsi, bez wykształcenia. Porozumiewałam się z nimi na różne sposoby. Niestety, osobom niesłyszącym trudno było mówić o swoich emocjach, choć starałam się im w tym pomóc tak jak mogłam. Niesłyszący byli zamknięci emocjonalnie. Mówili tylko o faktach. Wiele osób wyrażało swoje emocje poprzez charakterystyczne drgnięcia różnego rodzaju odgłosów. Myślę, że tego rodzaju reakcja była spowodowana nieznajomością słów lub znaków migowych. Głównym powodem może być fakt, że w okresie dzieciństwa brakowało im kontaktu (porozumienia, komunikowania się) rodzicami. W tak ważnym okresie życia nie mieli okazji nauczyć się wyrażania swoich. W szkołach dla niesłyszących nauczyciele również nie przywiązują do tego wagi. Emocje dzieci są tłumione. Nie ma kto nimi pokierować. A potem w życiu dorosłym trudno o nich mówić, wyrażać je, nazwać. Dziecko słyszące jest w innej sytuacji, ponieważ od słyszącego otoczenia uczy się wyrażania emocji, nazwania ich i klasyfikowania. Słyszenie rozmów rodziców, rozmów na ulicy, w mediach itp. Ułatwia im dostrzeganie emocji. Na pewno u dzieci rodziców głuchych ten proces przebiega podobnie jak u dzieci słyszących, ponieważ dzięki językowi migowemu mają kontakt emocjonalny z rodzicami od maleństwa. A to jest bardzo ważne w kształtowaniu osobowości i zapobieganiu ich zaburzeń. ![]() Ta praca dała mi kontakt z psychologią w praktyce. Wiele mnie nauczyła. Pozwoliła mi zrozumieć poprzez empatię różne przeżycia różnych ludzi w jednej powodzi. Po pierwszym dniu pracy wyzwalały się we mnie różne emocje. Miałam wrażenie, jakbym sama była ofiarą powodzi. Jestem wdzięczna organizatorom akcji zachęcenie mnie do wzięcia w niej udziału oraz za wiarę we mnie. Cieszy bardzo mnie również fakt, że pierwsze kroki skierowane do osób niesłyszących zostały zrobione przez organizatorów spoza PZG czy innych instytucji zajmujących się głuchymi. Chciałabym gorąco podziękować panu Adamowi Pileckiemu, tłumaczowi języka migowego z PZG w Bielsku-Białej za bezpłatne tłumaczenie szkolenia, co umożliwiło mi wzięcie w nim udziału. ![]() Anna Gronowska Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych opinii. Twoja może być pierwsza... Tu możesz pisać do opinii o ten artykuł |
OSTATNIE INFO
REKLAMA
| ||||||
| O nas | O prasie | Redakcja | ||||||||
| Copyright © 2000-2012 SlaboSlyszacy.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. | ||||||||